Gloryfikacja cierpienia. Nie ma wartości w cierpieniu.

Ostatnio ktoś mi powiedział, że martwienie się to naturalna rzecz. Wręcz ludzka natura. Absolutnie nie zgadzam się z taką diagnozą. Dało mi to do myślenia i doszedłem do wniosku, że część ludzi gloryfikuje cierpienie wierząc, że ono ich w jakiś sposób uszlachetnia i w jakimś stopniu zwiększa ich moralny autorytet. Dlatego chcę podkreślić raz jeszcze, nie ma wartości w cierpieniu. Jest tylko wartość w negatywnej emocji, która diametralnie różni się od cierpienia. Negatywna emocja i cierpienie to jak zły dzień i depresja. Zły dzień się zdarza. Depresja jest zawsze wynikiem długotrwałego, emocjonalnego okaleczania się. Wartość negatywnej emocji jest nie do przecenienia. Nie da się żyć, nie doświadczając negatywnych emocji, ponieważ to negatywne emocje pozwalają Ci zdefiniować Twoje preferencje. Gdybyś nie odczuwał negatywnych emocji, nie wiedziałbyś co lubisz a czego nie. Nie wiedziałbyś, co daje Ci przyjemność a co nie. Negatywne emocje są też trampoliną wszystkich Twoich pragnień, bo jak wiesz czego nie chcesz to automatycznie wiesz czego chcesz.

W cierpieniu natomiast nie ma żadnej wartości. Źródłem cierpienia zawsze jest uparte wracanie do tej samej negatywnej emocji i przeżywanie jej w kółko oraz kurczowe trzymanie się negatywnego wierzenia, które się za nią kryje. Emocja ta już dawno spełniła swoją rolę. Nie ma potrzeby przeżywania jej wciąż i wciąż na nowo, ponieważ to właśnie powoduje, że cierpisz. Jeśli przeżyłeś doświadczenie które spowodowało, że odczułeś negatywną emocję, w tym samym momencie zdefiniowałeś swoje preferencje odnośnie tego, czego chcesz i zrodziłeś nowe pragnienie. W tym miejscu kończy się rola negatywnej emocji. Przeżyłeś. Odczułeś. Zdefiniowałeś. Zrodziłeś. Teraz odpuść i idź dalej.


Najczęstszym powodem, dla którego ludzie uparcie wracają do tej samej negatywnej emocji, jest dążenie do zrozumienia dlaczego coś się zadziało. Dlaczego ja? Dlaczego tak a nie inaczej? Szukając dna, coraz bardziej pogrążają się w tej emocji a dna i tak nigdy nie znajdą. Czasami znajdą jakiś argument, który jest dla nich wystarczającym na ten moment. Argument, który zaspokaja ich potrzebę odpowiedzi na pytanie dlaczego, ale ten argument nigdy nie jest prawdziwy. W całej złożoności wszechświata i procesów w nim zachodzących, nie ma prostych odpowiedzi. Nie ma dna, bo każdy Twój oddech zmienia środowisko wokół Ciebie. Nie ma dna. Są tylko mniej lub bardziej płytkie odpowiedzi. Nie warto więc w ogóle szukać odpowiedzi na to pytanie zwłaszcza, że prawdziwą intencją ukrytą za tym pytaniem jest szukanie kogoś lub czegoś, co można obwinić za daną sytuację. Na co można scedować odpowiedzialność, co pozwala nam umyć ręce i mieć czyste sumienie. To już temat na inny artykuł.



Niektórzy ludzie dumni są ze swojego cierpienia. Gloryfikują je. Uważają wręcz, że cierpienie sprawia, że są bardziej empatyczni, bardziej wyczuleni na innych ludzi. Nie musisz cierpieć, by dostrzec cierpienie innych. Nie możesz pomóc bezdomnemu, stając się bezdomnym. Nie możesz pomóc biednemu, stając się biednym. Nie możesz pomóc cierpiącemu cierpiąc. Matka Teresa nie cierpiała ze swoimi podopiecznymi.

Gdy widząc cierpienie drugiego człowieka cierpisz razem z nim, nie pomagasz tym ani jemu ani sobie. Nikt w tej sytuacji nie czerpie korzyści. Gdy pracując jako lekarz lub pielęgniarka widzisz cierpiącego pacjenta i cierpisz razem z nim, to nie oddajesz mu tym żadnej przysługi. Pacjent nie potrzebuje Twojego cierpienia. Pacjent potrzebuje nadziei, Twojej pewności siebie, wiary że może wyzdrowieć. To wiara jest podstawą procesu uzdrawiania. To nie tabletka cukrowa Cię leczy lecz wiara, że tabletka cukrowa Cię leczy.


Nie ma wartości w cierpieniu. Gloryfikacja cierpienia jest jednym wielkim nieporozumieniem. Nie ma również wartości w zamartwianiu się. Zamartwianie się z natury rzeczy pozbawione jest sensu, ponieważ martwiąc się martwimy się o potencjalne problemy, które w rzeczywistości nie istnieją. Istnieją jedynie w naszej głowie. Zamartwianie się jest wręcz szkodliwe. Szkodzisz sobie podwójnie. Źle czujesz się dzisiaj i zgodnie z zasadami prawa przyciągania, energii i wibracji zwiększasz momentum tego o co się martwisz. Manifestacja tego o co się martwisz, staje się wtedy bardziej prawdopodobna.



Cierpienie zawsze jest emocjonalne, dlatego nie można mylić go z bólem, który zawsze jest fizyczny. Można odczuwać chroniczny ból fizyczny, spowodowany np. przewlekłą chorobą ale ból ten nie musi być źródłem cierpienia emocjonalnego. Jeżeli więc cierpisz emocjonalnie zastanów się dlaczego. Dojdziesz do wniosku, że źródłem Twojego cierpienia nie jest ten fizyczny ból. Źródłem Twojego cierpienia jest wierzenie, kryjące się za negatywną emocją, którą potęgujesz przez zwracanie na nią większej uwagi i to przeradza się w cierpienie. Jednym z wierzeń, które kryją się za cierpieniem jest wierzenie w samą wartość cierpienia. Wierzenie, że cierpienie uszlachetnia, zbliża do świętości. Być może nadawanie wartości cierpieniu ma źródło w wychowaniu w religii chrześcijańskiej, której głównym symbolem jest wizerunek Jezusa cierpiącego na krzyżu, będący wyrazem miłości Boga do człowieka.


Gloryfikacja cierpienia jest nie tylko pozbawiona sensu ale wręcz niebezpieczna. Możesz przeżyć całe swoje życie cierpiąc, ale naprawdę nie musisz. Jeżeli cierpisz z jakiegokolwiek powodu, zadaj sobie pytanie „Dlaczego tak się czuję?”. Jeżeli nie możesz znaleźć żadnej logicznej odpowiedzi, która Cię satysfakcjonuje to znaczy, że cierpisz dlatego, że wszyscy inni wokół cierpią. Cierpienie więc staje się dla Ciebie naturalne i dostrzegasz w nim wartość.

Nie musisz cierpieć. Każde cierpienie jest Twoim wyborem. Jeśli zrozumiesz wartość negatywnych emocji, pozwolisz im odegrać swoją rolę i zaniechasz przeżywania ich wciąż na nowo, to nie musisz cierpieć.



347 wyświetlenia

Wszelkie prawa zastrzeżone.

  • YouTube
  • Instagram
  • Facebook
  • Twitter